środa, 16 września 2015

One Shot 1. ' Serce płacze, ale usta wciąż się śmieją'

26.06.2015 rok
Zakończenie roku szkolnego. 
Najbardziej oczekiwany dzień przez wszystkich uczni, można odpocząć od nauczycieli, wyjechać na upragnione wakacje i chodzić dowolnie na imprezy do rana. 
Jednak jedna osoba-dziewczyna Laura Marano, piękna brunetka o ciemnych oczach, nie była zadowolona z tego powodu. Gdy jej rodzice trzy lata temu zginęli w pożarze, a jej jedyna siostra zostawiła ją i uciekła razem ze sowim chłopakiem i ich dzieckiem. Ta cała sytuacja wprowadziła ją w głęboką depresję. Zaczęła się krzywdzić, i robi to do dzisiaj. 
Po paru miesiącach pozbierała się trochę  i wynajęła swoje malutkie mieszkanie na obrzeżach miasta. 
Na wakacje znalazła sobie bardzo dobrze płatną pracę, jako pomoc domowa w domu Państwa Lynch. Nie była zadowolona że to akurat tam będzie musiała pr
pracować, ponieważ znała Państwa Lynch. 
Kiedy była mała razem z jej siostrą przyjaźniły się z ich dziećmi, ale ich drogi się rozeszły kiedy jej siostra Vanessa i najstarszy z rodzeństwa Lynch- Riker, zerwali zaręczyny. 
Brunetka nie chciała tam pracować, ale potrzebowała pracy a co najbardziej pieniędzy żeby się utrzymać. 
*3 dni później, oczami Laury* 
Ze snu wybudził mnie mój kochany budzik, który wskazywał godzinę 6:00. 
Pośpiesznie wstałam i zabierając wcześniej wyszukane ciuchy  , udałam się do łazienki zrobić poranne czystości. Zrobiłam lekki makijaż , a moje lokowane włosy upięłam w wysoki kucyk żeby nie przeszkadzały mi w pracy. 
Wyszłam z pokoju czystości i skierowałam się do mojej małej kuchni. Wyjęłam z szafki potrzebne rzeczy do zrobienia naleśników, i zaczęłam je robić. 
Mój ściśnięty żołądek ze stresu nie pozwolił mi na zjedzenie więcej niż jednego małego kęsa. Zrezygnowałam więc z jedzenia i po odświeżeniu swojego oddechu, wyszłam powoli z domu. Droga nie zajęła mi dużo czasu więc bardzo szybko dotarłam do ich domu. 
Wydech i wdech, wydech i wdech- Powtarzałam sobie, po zapukaniu w drzwi. 
Nie musiałam długo czekać, aż w drzwiach pojawiła się jak zawsze uśmiechnięta Pani Lynch. 
-Dzień dobry kochana! - Przywitała mnie jak zawsze ciepło. 
-Dzień dobry- Uśmiechnęłam się i weszłam do środka. 
-Słuchaj, tutaj masz listę zadań które trzeba zrobić- podała mi listę- My dzisiaj wyjeżdżamy do cioci na trzy dni, ale w domu zostaje Ross i Riker, także jak coś się stanie to pytaj się ich - Uśmiechnęła się i razem weszłyśmy do salonu gdzie siedziała prawię cała rodzinka, z wyjątkiem Rossa. 
Kiedyś byliśmy najlepszymi przyjaciółmi.. Kiedyś.. 
- Laura? Cześć kochana!- Rydel, jedyna córka Państwa Lynch podbiegła do mnie i mnie przytuliła. Reszta rodziny postąpiła podobnie, tylko najstarszy z rodzeństwa siedział sam smutny. - On nadal nie może się pozbierać bo Van- Oznajmiła mi blondynka. 
- Dobra dzieci słuchajcie, musimy już jechać- Ogłosił Pan Lynch.
Wszyscy zabrali swoje rzeczy i pojechali, a ja wzięłam się za uzupełnianie listy. 
Zadanie 1 
Zrób śniadanie, i zanieś proszę Rossowi do jego pokoju. 
A później podaj mu jego leki.
Leki? To Ross jest chory? - Pomyślałam. Nie przejęłam się tym za bardzo i zaczęłam robić śniadanie .
Po zrobieniu udałam się na piętro. Na moje szczęście pokoje były podpisane, więc łatwo dostałam się do pokoju blondyna. 
Zrobiłam wdech i wydech, zapukałam do jego pokoju. Odpowiedział ciche 'proszę' i weszłam. 
Jego pokój był raczej w ciemnych barwach , ale też był bardzo przyjemny. Na ścianie wisiały trzy gitary. Pamiętam że rodzeństwo Lynch, od zawsze było utalentowane muzycznie. 
Postawiłam śniadanie na jego stoliczku koło łóżka. 
- H-Hej - Usiadł na łóżku. Było widać że jest bardzo zmęczony i smutny.
- Cześć- Uśmiechnęłam się. Nie wiedziałam że nasze spotkanie po latach będzie wyglądać tak. - Mam nadzieję że lubisz naleśniki- Uśmiechnęłam się ponownie. 
-Jasne, uwielbiam je- Zabrał się za jedzenie. 
- Twoja mama napisała mi na kartce że mam podać ci jakieś leki-Oznajmiłam.- Jesteś na coś chory?-Spytałam.
-Leżą one na biurku. To nic takiego - Uśmiechnął się ponownie. - Dawno cię nie widziałem- Powiedział, ale ja nie przykułam na tym większej uwagi. Podałam mu jego leki i wróciłam do kontynuacji zadań z listy. Jednak jego choroba nie dawała mi spokoju. 
*Wieczór*
Kiedy już zrobiłam wszystkie zadania, postanowiłam zajrzeć jeszcze do Rossa i podać mu wieczorne leki. Weszłam do jego pokoju wcześniej pukając. 
Nie zastałam go w pokoju, ale jego drzwi do prywatnej łazienki były zamknięte. 
Pewnie się kąpie-Pomyślałam. Gdy chciałam już wyjść, usłyszałam cichy płacz dochodzący z łazienki. Podbiegłam do niej szybko i zapukałam.
-Ross? Wszystko okej?- Zapytałam, jednak nie dostałam żadnej odpowiedzi. 
Postanowiłam wejść, ale co tam zobaczyłam wywołało u mnie panikę. 
Ross stał nad zlewem pełnym krwi. - Boże Ross-podbiegłam do niego szybko. 
-Zadzwoń na pogotowie- Oznajmił słabym głosem. 
*Parę godzin później* 
Jesteśmy już od paru godzin w szpitalu, Riker jechał z nami. 
Nikt nie chce nam powiedzieć o stanie zdrowia Rossa. Postanowiłam powiadomić rodziców blondyna, oznajmili że za niedługo będą. 
W czasie czekania, postanowiłam dopytać się trochę Rikera, o chorobie jego brata. 
- Riker, na co chory jest Ross?- Usiadłam koło niego.
- To ty nie wiesz?- Spytał zdziwiony. Pokiwałam przecząco głową. - Ross ma białaczkę. Dlatego dzisiaj leciało mu tak dużo krwi z nosa. 
Jego odpowiedz, mnie przeraziła. Białaczkę? Przecież Ross to chłopak który zawsze miał pełno w sobie energii.
Z oczu poleciało mi parę łez.  Z sali wyszedł lekarz i powiedział nam że możemy do niego wejść. Riker ustąpił mi, więc mogłam wejść pierwsza. 
-Dlaczego mi nie powiedziałeś?- Usiadłam na krześle obok jego łóżka. Wyglądał bardzo źle. 
-Nie widzieliśmy się tyle lat, i miałem zacząć od tego że jestem chory. 
- Nie, ale nie musiałeś mnie okłamywać mówiąc że to nic takiego. 
-Bo to nic takiego- Miło że widać było w jego oczach zmęczenie, on uśmiechnął się. 
-Jak się czujesz?- Wypuściłam głośno powietrze z ust. 
- Dobrze- Nie. On wcale nie czuł się dobrze. Było to po nim widać- A jak u ciebie? 
-Dobrze- Nie. Nie było u mnie dobrze.
--------------------------------------------------------------------------------------
Hej! Oto pierwsza część One Shota! 
Co o niej myślicie? 


wtorek, 15 września 2015

Rozdział 3

"Sa­mot­ność nie ma nic wspólne­go z bra­kiem towarzystwa"

*Laura*

Otworzyłam oczy i mimowolnie spojrzałam na zegar. Wskazywał on tak zwaną godziną "diabła" czyli trzecią nad ranem. Spojrzałam na swoje ubranie, nie przypominało ono piżamy tylko wczorajszy strój. Usiadłam i próbowałam przypomnieć sobie wczorajszy dzień. Ross...Rozmowa...Balkon, a potem już nic nie pamiętam. Mój wzrok skierowałam, na miejsce obok mnie. Przestraszyłam się. Spał tam nie kto inny jak blondyn, wyżej wymieniony. 
Szturchnęłam go palcem. Obrócił się w moją stronę, ale dalej spał. Szturchnęłam go jeszcze kilka razy, ale ani drgnął.
-Ross- Wyszeptałam do jego ucha, ale też nic nie pomogło.- Wiem!- Szepnęłam zwycięsko. Kiedyś jak byliśmy mali, a Ross nie chciał się obudzić to zawsze dawałam mu buziaka w policzek a wstawał od razu. Nachyliłam się do policzka blondyna, a on otworzył oczy.
- Co ty robisz? - Podparł się rękami. 
- Nie dało się ciebie obudzić, więc przeszłam do punktu wyjścia. - Powiedziałam, patrząc mu w oczy po czym zeszłam z łózka. 
- Aaa- Pokiwał głową ze zrozumieniem.- Całus na obudzenie, pamiętam- Zaśmiał się cicho. - Wiesz, mi to tam pasuje - Wstał i nadstawił policzek, a ja uśmiechnęłam się i lekko go spoliczkowałam. 
- Nie pamiętasz o swojej dziewczynie? Jak jej było..- Zamyśliłam się na jej imieniem.- Cour..Courtney?
- Ty naprawdę jesteś zazdrosna- Zaśmiał się. 
- NIE JESTEM.- Powiedziałam, leciutko wkurzona. - Co tutaj robisz? I czemu spałeś W MOIM ŁÓŻKU?- Stanęłam przed nim, opierając ręce w pasie. 
- Gdy wchodziłaś do pokoju, przewróciłaś się i upadłaś a potem straciłaś przytomność.- Oznajmił i obrócił mnie do lustra, wskazując na ranę która widniała na moim czole. 
- Oł..- Syknęłam dotykając rany.
- Masz jakiś plaster?- Spytał patrząc na mnie w lustrze. 
Weszłam do mojej osobistej łazienki i wyjęłam z niej plaster. Chłopak zabrał mi go i przykleił na moją ranę. Szepnęłam "dzięki", siadłam na łóżku i myślałam. 
- O czym tak myślisz?-Siadł bardzo blisko mnie że aż stykaliśmy się ciałami. Poczułam coś dziwnego, ale nie przejęłam się tym bardzo. 
- O...tym jak tu Cię wydostać z domu żeby mama nie zauważyła- Odpowiedziałam. 
- Chyba już za późno! - wstał i popatrzył na drzwi z przerażeniem. 
Słychać było jak ktoś wędruje do mojego pokoju. 
Pospiesznie wstałam i zaczęłam panikować co mam zrobić z Rossem, popchnęłam go na balkon, a on się schylił żeby schować się za dość wysokim parapetem. I wtedy do pokoju weszła moja  mama.
- Nie śpisz? - Usiadła obok mnie. 
- Nie jakoś nie mogę- Uśmiechnęłam się krzywo. 
- Słuchaj mam coś dla ciebie - Podała mi stertę listów. 
- Co to? -  wzięłam je do ręki i spojrzałam na mamę. 
-Uznałam że muszę ci w końcu je dać, nie chce przed tobą ich ukrywać. To listy od twojego dawnego przyjaciela Rossa- I wtedy zapadła cisza. Czemu nie dała mi ich wcześniej? 
Dotknęła mojej ręki, spojrzała mi smutno w oczy i wyszła. 
Cały czas patrzyłam na listy. Otworzyłam pierwszy i zaczęłam czytać. 
Nim się zorientowałam blondyn siedziałam koło mnie, a ja czytałam już 10 list. Było ich sporo, więc odstawiłam je i spojrzałam na Rossa. 
Listy były napisane od serca, miłe i kochane. Chciałam mu to powiedzieć, ale w tej chwili po prostu zabrakło mi głosu, tak jakby w gardle utknęła mi wielka kula. Między nami zapadła cisza, ale nie na długo. Nie mogłam dużej czekać, i po prostu go przytuliłam. Przez chwile myślałam że mnie odtrąci, ale on przytulił mnie mocniej. 
-Czy to znaczy że dalej jesteśmy przyjaciółmi?- Spytałam, będąc nadal w jego objęciach. 
-Zawsze byliśmy- Odpowiedział.
*Ross* 
Trwaliśmy w uścisku jeszcze chwilę, aż Laura oderwała się ode mnie. 
-Teraz musimy cię ewakuować- Zaśmiała się i wstała.
-No wiesz co, jak możesz wyrzucać swojego przyjaciela z domu?- Udałem obrazę, a potem rzuciłem się na nią (bez skojarzeń, proszę ;) xd-Od.Aut.) i zacząłem ją łaskotać. 
-Nie! Proszę nie!- Krzyczała, dusząc się ze śmiechu. 
-Kochanie wszystko okej?- Z dołu było słychać głos jej mamy. 
-Tak mamo!- Odkrzyknęła, a po chwili razem z wybuchnęliśmy śmiechem. 
-----------------------------------------------------------------------------------------
Witam wszystkich! 
Przepraszam że z rozdziałem przychodzę dopiero teraz, ale wróciłam dopiero pod koniec wakacji, a potem trzeba było wrócić do szkoły. 
Miałam z nią kilka problemów, przez co nie mogłam pisać.
Naprawdę bardzo was przepraszam. 
Piszę coraz gorzej i za to też przepraszam.
Co myślicie o One Shocie?
Chcielibyście? 

niedziela, 19 lipca 2015

Rozdział 2

"To coś, małe i wredne, zżera mnie od środka. Tak zwana tęsknota."

*Laura* 
Obudziłam się. Cała mokra. Bardzo szybko oddychając. Uczucie jakby moje serce, zachciało mnie opuścić. To był tylko sen... To wszystko to był sen?
Nie. Chociaż bardzo bym chciała, to nie był sen. Kolejny raz złamane serce. Czy ono w ogóle jeszcze istnieje? Czy już umarło? Czy można żyć bez serca? Osobiście twierdzę że tak, bo moje serce już nie żyje.. Ono umarło, tak jak wszystkie moje dobre wspomnienia. Zostały tylko te złe. Złe, które mnie niszczą. 
Powoli podniosłam się z mojego ukochanego łóżko. Było ukochane, dopóki nie miało w sobie tyle złych wspomnień, cierpień i moich łez. 
Przetarłam rękoma oczy żeby móc coś zobaczyć. Pierwsze co ujrzałam to zdjęcie. Moje i jego... Jego, którego w tej chwili pragnęłam zapomnieć. 
Wstałam szybko, i chwytając dłońmi zdjęcie, rzuciłam je bardzo mocno o ścianę. Ramka ze szkła, szybko połamała się na wiele małych cząsteczek. Tak właśnie wygląda teraz moje serce. Jak to szkło.
Zsunęłam się po drewnianych drzwiach mojego pokoju, zakrywając mokrą twarz w dłoniach, płacząc coraz bardziej i bardziej, dopóki nie usłyszałam przychodzącego sms'a. Sięgnęłam po telefon. Odblokowałam. To on. Ross.
- Czemu wczoraj uciekłaś?- Tak. Uciekłam. Po tym co się dowiedziałam.
Długo zastanawiałam się nad odpowiedzią, ale w końcu odpowiedziałam, banalnym kłamstwem. 
- Przypomniało mi się coś i musiałam wrócić do domu. - Nie czekając na odpowiedź, zabrałam spodnie i bluzę wszystko w kolorze czarnym, kierując się w stronę łazienki. Zrobiłam poranne czystości i wyszłam. 
Zabrałam telefon, czytając nową wiadomość od niego. 
-Kiepsko kłamiesz-Miał rację. Nigdy nie umiałam kłamać.- Spotkajmy się dzisiaj.
- Nie dzięki- Odpowiedziałam bardzo szybko. Rzuciłam telefon na łózko i poszłam na dół do kuchni. W domu, nie było już mojej mamy. Chociaż dzisiaj jest niedziela. Zaparzyłam sobie gorącą herbatę i usiadłam na blacie, patrząc za okno. Dzisiaj było bardzo chłodno, i padał mocno deszcz. Jego kropelki, opadały na parapet i na okno. Moje przemyślenia o wczorajszym dniu, przerwał dzwonek do drzwi. Popiłam jeszcze łyk herbaty i podeszłam do drzwi lekko je otwierając. 
-Hej-Ross? Co on tu robi?
-Co ty tu robisz?-Spytałam trochę zła. 
-Przyszedłem do ciebie, bo nie chciałaś się ze mną spotkać.- Odpowiedział, uśmiechając się. 
-Idź sobie! Nie chce z tobą gadać.- Odpowiedziałam surowym tonem i zamknęłam mu drzwi przed nosem. 
- Będę tutaj siedzieć tak długo aż mi otworzysz!- Krzyknął przez drzwi. A ja poczułam jak usiadł na schodach. Kopnęłam nogą w drzwi i odeszłam. 
***
Jest już wieczór, moja mama wróciła właśnie z pracy, ale na moje szczęście weszła tylnymi drzwiami. Gdyby poznała Rossa od razu by mnie spakowała i wywiozła na koniec świata. Z niewiadomych przyczyn moja mama i państwo Lynch się nienawidzą. I chociaż kilkakrotnie próbowałam się dowiedzieć to i tak unikała tematu. 
-Hej mamo!- Uśmiechnęłam się, chociaż nie miałam dzisiaj na to ochoty, ale chciałam uniknąć pytań typu"Coś się stało?".
-Hej kochanie- Uśmiechnęła się, zdejmując wysokie obcasy. 
-Jak było w pracy?- Usiadłam na blacie, i wychyliłam się lekko do okna, patrząc czy on nadal tam jest. Siedział cały mokry. Modliłam się w duchu żeby tylko mama go nie zobaczyła. 
-Szef znowu dał mi dzisiaj w kość, jestem taka zmęczona że idę się wykąpać i spać.- Ziewnęła. Zrobiłam współczującą minę. - Ty też nie siedź za długo- Pocałowała mnie w czoło i poszła do swojego pokoju, który był na dole.
-Dobranoc.- Powiedziałam, ale już mnie nie usłyszała. Kiedy usłyszałam jak spuszcza wodę, poszłam do głównych drzwi wejściowych. Otworzyłam je. 
-Wchodź..- Powiedziałam bardzo cicho. Ross wszedł i szedł za mną na górę. Musiałam go wpuścić, bo wiedziałam że nie odpuści i będzie tam siedział. Szybko zatrzasnęłam za nami drzwi na klucz i zapaliłam światło. 
Ross już zdążył rozejrzeć się po pokoju, aż dotarł na jego koniec, gdzie leżało nasze zdjęcie a wokół niego pełno szkła od rozbitej ramki. Kucnął przy zdjęciu i wziął je do rąk. Odwrócił się w moją stronę. 
- Czemu, to zrobiłaś?- Spytał smutno. 
- Była na ciebie zła i wciąż jestem. - Unikałam jego wzroku. 
- O co?- Zapytał podchodząc do mnie. 
- Lepiej pójdę po jakieś ciuchy dla ciebie bo jesteś cały mokry. - Wyszłam po cichu z pokoju i skierowałam się do małej garderoby. Mój kuzyn zostawił parę ubrać gdy u mnie był. Zabrałam je i na palcach poszłam do mojego pokoju. 
-Masz. To ciuchy mojego kuzyna, powinny być dobre- Podałam mu je i z szafy wyjęłam jeszcze ręcznik. Rzuciłam w niego nim, ale ma szybki refleks więc go złapał. Na szczęście mam swoją prywatną łazienkę. - Tam jest łazienka. - Pokazałam na drzwi za nim. Nic nie mówiąc, wszedł do łazienki. Wyszłam na balkon. Już nie padało. Noc była bardzo ładna, i bezchmurna, a księżyc był akurat w pełni. 
Poczułam kogoś oddech na moim ramieniu. 
-Powiesz mi? Dlaczego? Dlaczego jesteś zła?-Oparł się o barierki obok mnie i patrzał na mnie. Cały czas unikałam jego wzroku. - Wczoraj już było dobrze, dopóki nie pojawiła się...-przerwał - Czekaj, czekaj. Czy ty jesteś zazdrosna?- Uśmiechnął się. 
- Co?!- Zapiszczałam - Nie jestem. - Odwróciłam się i weszłam do pokoju. 
--------------------------------------------------------------------------------------
Heeej! 
Oto nowy rozdział! 
Nawet jestem z niego zadowolona :)
A wy co o nim myślicie? 


piątek, 10 lipca 2015

Rozdział 1.

"Ty­lu wokół "chi­rurgów", a żaden "gip­su" na złama­ne ser­ce nie założy."
Ważne ! Zmieniłam trochę prolog. 
*Laura*
Obudził mnie głośny dzwięk moje telefonu "Znowu zapomniałam go wyciszyć "-Pomyślałam i z kwaśną miną podniosłam dzwoniący przedmiot, nie patrząc kto dzowni-odebrałam. 
-Halo?-Spytałam,zaspanym głosem.
-Musisz mnie wysłuchać.-Odezwał się głos, którego nie chciałam teraz słyszeć. 
-Ross,proszę daj mi spokój- Usiadłam, wzdychając. Kolejny raz dzwonił. Nie dawał mi spokoju. Codziennie po parę razy. 
-Proszę, daj mi szansę- Mówi błagalnym głosem. 
-Dasz mi w końcu spokój?- Mówię już zmęczona. Wstaję i zabieram rzeczy, które wczoraj sobie przygotowałam. 
-Nie dam, dopóki się ze mną nie spotkasz -Mówi szybko. 
Wchodzę do łazienki, opieram się zlew i patrzę w swoje odbicie. 
-Niech będzie. Za pół godziny w parku.- Uległam mu. Przecież nie dał by mi spokoju.
- Jest! -Krzyczy szczęśliwy. Rozłączam się i szybkim ruchem, ubieram się oraz ułożyłam włosy. 
Pakują w moją ulubioną torbę kilka potrzebnych mi rzeczy, wyszłam z pokoju i skierowałam się w stronę kuchni. Na krześle przed blatem, siedziała moja kochana mama a wokół niej pełno papierów. 
-Cześć mamo!- Uśmiechnęłam się serdecznie, podchodząc do kosza z owocami. 
-Oo.. cześć córeczko- Odwzajemniła uśmiech. Zabrałam z koszyka jabłko i zaczęłam je jeść. -Wychodzisz gdzieś dzisiaj?-Zadała pytanie, na które nie wiedziałam jak odpowiedzieć, a przecież nie mogę skłamać bo nie umiem. 
-Yyy...Idę... się przejść. SAMA- Jąkałam się.
-Em.. Okej. Miłego dnia- Uśmiechnęła się, a ja czym prędzej wyszłam z kuchni. 
Spojrzałam na zegarek. Pora już wyjść. Umyłam szybko zęby, zabrałam torbę, ubrałam buty i wyszłam. 
Dzisiaj jest dosyć chłodny dzień jak na moje miasto, i chociaż mam na sobie tylko cienką bluzkę, nie przejęłam się tym zbytnio. Doszłam do parku, zatrzymałam się na chwilę i zrobiłam parę wdechów i wydechów. Weszłam i na samym początku, ujrzałam go.
Uśmiechnął się do mnie lekko, tak jakby nie wiedział czy powinien. Odwzajemniłam go, a w brzuchu poczułam dziwne uczucie, tak jakby latało w nim pełno motyli. 
Wzdrygnęłam się i podeszłam do niego. 
-H-hej - Powiedział niepewnie, uśmiechając się. 
- Cześć- Starałam się być obojętna. 
- Może usiądziemy?- Usiadł, a ja po nim. Siedzieliśmy daleko siebie, ale nie trwało to długo bo on przybliżył się do mnie. -Słuchaj, jest mi naprawdę przykro że tyle przeze mnie cierpiałaś. Ja też cierpiałem. Nawet nie wiesz, jak bardzo. Nie chciałem tego,uwierz, ale nie miałem innego wyjścia- Mówił cały czas patrząc mi się w oczy. Czułam że mówi prawdę. Cały czas coś mówiło mi żebym mu wybaczyła. Przecież to nie jego wina. - Wy-Wybacz mi- Smutek widać w oczach, i to właśnie widziałam w jego. 
-Ross,ja... ja nie wiem- Odwróciłam wzrok. "przecież to nie jego wina" Moja podświadomość miała rację. -Wybaczam ci- Powiedziałam bardzo cicho, ale on to usłyszał.
-Naprawdę?- Wyprostował się szczęśliwy. - Boże, jak się cieszę!- Uśmiechnął się. 
Chciałam coś powiedzieć, ale przerwała mi wysoka bardzo ładna brunetka.
-Z czego się tak cieszysz?- Zapytała.
-Courtney?- Ross wstał szybko, bardzo zdziwiony. 
- Cześć- Uśmiechnęła się.- A kto to?
- To Laura. Moja.. przyjaciółka- Powiedział, niepewnie.- Laura. To Courtney. Moja.. dziewczyna.
- Kto?- Wstałam, bardzo zdziwiona. 
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej Miśki!
Przepraszam was że dopiero teraz, ale nie miałam weny. 
Jak może zauważyliście zmieniłam trochę prolog. 
Jeśli przeczytałeś to proszę skomentuj. :))
Do zobaczenia. 


sobota, 2 maja 2015

Prolog

"Jest na świecie ta­ki rodzaj smut­ku, które­go nie można wy­razić łza­mi. Nie można go ni­komu wytłumaczyć. Nie mogąc przyb­rać żad­ne­go kształtu, osiada cias­no na dnie ser­ca jak śnieg pod­czas bez­wiet­rznej nocy." 

"Zastanawiałeś się kiedyś co by było gdybyś odszedł z świata żywych? Gdybyś popełnił samobójstwo? Albo gdy w drodze do szkoły potrącił by cię samochód? Gdyby porwano cię i zabito? Gdybyś zachorował na jakąś nieuleczalną chorobę? Jest wiele sposobów na śmierć. Tyle ludzi myśli w jaki sposób zniknąć z tego świata, chociaż nie wielu chce się do tego przyznać. Myślałeś co by było gdybyś umarł ? Chociaż raz o tym myślałeś? Myślałeś pewnie tylko o tym że nikt by nawet nie zauważył że ciebie nie ma, prawda? Ale tak by nie było. 
Rodzice dowiadują się jako pierwsi, twoja mama upada i zakrywa twarz w dłonie i płacze, tata stoi nieruchomo bo nie może przyjąć do wiadomości że jego dziecko nie żyje. Przed oczami ma wszystkie chwile które razem spędziliście. Tak bardzo żałuje że na ciebie nakrzyczał kiedy czegoś nie zrobiłeś. Tak bardzo żałuje. Następnie dowiaduje się twoje rodzeństwo, które nie może w to uwierzyć. Myślą że to jakiś żart, jednak po chwili zaczynają płakać, chcieliby cofnąć czas kiedy dokuczali ci i nie chcieli ci pomóc kiedy miałeś problem. Wieczorem twój tata dzwoni do twojej babci, bo mama nie jest w stanie. Odpowiada jej całą historię. Twoja babcia zaczyna łkać, dziadek podchodzi do niej i pyta się "Co się stało?", żona opowiada mu wszystko. On również zaczyna płakać. Tydzień później dyrektor twojej szkoły dowiaduje się o całym zdarzeniu. Jest mu przykro. Wszystko opowiada twojej wychowawczyni, ona również jest załamana bo byłeś jej ulubionym uczniem. 
Następnego dnia dowiaduje się twoja klasa. Pewnie myślisz że zaczynając się śmiać i mówić "Dobrze, przynajmniej nie będzie chodzić z nami do klasy", ale to nie prawda. Wszyscy bardzo cię lubili, chociaż nie raz ci dokuczali. Twój największy wróg, siada w ostatniej ławce, a z jego oczu spływają łzy. Jest zły na siebie że tak źle cię traktował. 
Nadszedł dzień twojego pogrzebu. Zjawiła się cała twoja rodzina, nauczyciele i cała twoja klasa. Wszyscy po kolei podchodzą do ciebie,całują policzek i głaszczą. Wszyscy są załamani. Widzisz a myślałeś ze nikt się nie zjawi, że wszyscy cię nienawidzą i o wszystko cię obwiniają. To nie prawda. Kolejny raz nie miałeś racji. 
Widzisz dla ilu osób jesteś cholernie ważny. Nie zdawałeś sobie z tego sprawy, ale teraz już wiesz co by było gdybyś umarł. Złamałaby ona serca wielu osobą. Oni kochają cię tak samo mocno jak ty kochasz ich. Pamiętaj o tym..."

Te własnie o to słowa były zapisane na białej kartce papieru książki, którą właśnie czytała nasza główna bohaterka. Brunetka kochała czytać książki, a tą którą czyta już setny raz mogłaby czytać w nieskończoność. Kochała to robić bo gdy czytała przenosiła się jakby w inny świat. W lepszy świat...
*Laura* 
Siedzę właśnie w salonie przy kominku i czytam moją ulubiona książkę, już jakiś setny raz-ja po prostu kocham czytać. Ale oprócz tego też interesuje się muzyką i aktorstwem. 
Uwielbiam siedzieć przy kominku i czytać. Moje ciało ogrzewa ciepło które wydobywa się z kominka. Na chwilę odłożyłam książkę na kolana i rozejrzałam się po pomieszczeniu, mój wzrok powędrował na to samo zdjęcie na które patrze gdy tylko wchodzę do pokoju. Podeszłam do fotografii i złapałam ją w oba dłonie. Na zdjęciu jestem ja i mój dawny przyjaciel-Ross. Nie widzieliśmy się od 10 lat, kiedy wyjechał do New Jorku żeby zacząć karierę jako muzyk z swoim rodzeństwem. Widziałam go parę razy w telewizji. Od czasu gdy wyjechał moje życie bardzo się zmieniło, już nie chodzę tak uśmiechnięta jak kiedyś i tak szczęśliwa. Czuje się jakby ktoś zabrał mi kawałek serca. 
Odłożyłam przedmiot na półkę i udałam się do kuchni w celu przygotowania sobie śniadania. Wyjęłam wszystkie potrzebne składniki i zaczęłam przygotowania. 
Po zjedzonym śniadaniu, postanowiłam się przejść gdyż jest piękna pogoda. Na nogi założyłam czarne długie trampki i beżowy sweterek, po czym wyszłam z domu. 
Chodząc ulicami Los Angeles zauważałam wielu ludzi, ale jeden człowiek przykuł moją największą uwagę, chłopak w moim wieku. Wysoki i przystojny blondyn bardzo podobny do Rossa, a koło niego stał rudowłosy również wysoki trochę starszy od blondyna chłopak. 
-Ale to na pewno nie jest on, przecież to nie jest możliwe- Pomyślałam i poszłam dalej. Słońce dawało o sobie znaki, szkoda że nie wzięłam okularów. Spuściłam głowę żeby słońce mnie nie oślepiało, ale to nie był dobry pomysł bo po chwili byłam cała w jogurcie. 
- O boże! Bardzo cię przepraszam- Odezwał się piękny, męski głos. Tak bardzo przypomina mi głos Rossa- W mojej głowie znów pojawiły się wspomnienia. Podniosłam głowę i spojrzałam na osobę która wylała na mnie koktajl. Takie same brązowe oczy jak czekolada i ten sam piękny uśmiech, który widziałam codziennie. Przestań o nim myśleć, przecież to nie on-Moja podświadomość znowu dała o sobie znać. 
-Nic się nie stało-Odezwałam się swoim cieniutkim głosem, patrząc na swoją koszulkę. 
-Oddam ci za nią pieniądze jak chcesz-Z kieszeni wyjął czarny skórzany portfel. 
-Nie, nie trzeba- Uśmiechnęłam się szeroko i znowu spojrzałam na niego. Tak bardzo mi go przypomina. 
-Ross, idziesz już ?-Z daleko rozbrzmiał męski głos, ale nie już tak piękny i melodyjny jak jego. Zza drzewa wyszedł ten sam rudowłosy chłopak, a za nim czarnowłosa niska dziewczyna. Jednak nie to przykuło moją uwagę, jego imię...Moje serce od razu odżyło, tak jakby wybudziło się z snu zimowego. 
-Ma-asz na im-ię Ro-ss?- Jąkałam się. On odwrócił wzrok w moją stronę i wyszczerzył zęby. 
-Tak, miło mi-Podał mi rękę, a ja niepewnie ją uścisnęłam.-A ty jak się nazywasz?- Zadał pytanie, na które nie chciałam w tej chwili odpowiadać. Przecież nie poznał mnie, ale jak powiem mu moje imię to może sobie mnie przypomni. Ale czy ja tego chcę? 
-Ma-m na im-ię Lau-ra- Powiedziałam bardzo cicho, a w moim głosie można było wyczuć nutkę strachu. 
-Ja...Jak masz na imię?-Jego oczy o mało nie wyskoczyły, a usta były otwarte. 
-Jestem Laura Marano-Powiedziałam już pewnie i bez strachu.
-Laura? To naprawdę ty! Szukałem cię- Uśmiechnął się szeroko po czym objął mnie swoimi silnymi rękoma. Ale ja nie oddałam tego, tylko szybko się odsunęłam. 
Jego przyjaciele cały czas patrzeli na naszą dwójkę, obawiam się że nie tylko oni.
-I co teraz sobie myślisz-Odsunęłam się od niego kilka kroków.-Przyjedziesz sobie po dziesięciu latach i myślisz że wszystko będzie dobrze?- Bardzo szybko się wzruszam, i w tej chwili też tak jest. Z moich oczu, zleciała jedna słona łza. 
-Ja.. Laura, to nie tak. Ja pisałem dzwoniłem ale twoi i moi rodzice nie chcieli żebyśmy się dalej przyjaźnili więc zabrali mi telefon, komputer tak jak tobie przypuszczam- Była to prawda. Dzień po tym jak Ross wyjechał, rodzice zabrali mi telefon, komputer i inne urządzenia. Nie chcieli żebyśmy się przyjaźnili. 
-Mogłeś chociaż napisać list-Powiedziałam na swoją obronę. 
-Myślisz że nie próbowałem? i to wiele razy, raz nawet uciekłem z domu i pobiegłem na lotnisko bo chciałem wyjechać do ciebie ale nie zdążyłem- Przyznał smutno, a ja w jego oczach zobaczyłam że mówi prawdę.-Proszę uwierz mi-Mówił błagalnie. 
Poczułam że łzy napływają mi do oczu, spojrzałam mu głeboko w oczy i odbiegłam.


-------------------------------------------------------------------------------------
Cześć miśki! 
Wiem że prolog miał być już dawno, ale jakoś brak weny. 
Mam nadzieję że to opowiadanie będzie czytać więcej osób i nie usunę tego bloga tak szybko jak poprzedniego :(. 
JEŚLI PRZECZYTAŁEŚ BARDZO PROSZĘ ZOSTAW KOMENTARZ. 
Paa 




niedziela, 8 marca 2015

Cześć

Postanowiłam odnowić tego bloga. Jak już zauważyliście usunęłam wszystkie posty. Postanowiłam że usunę tego bloga i zacznę pisać nowego. 
Chciałam już całkiem rzucić bloggera i nie pisać, ale nie mogę. Kocham pisać opowiadania o Raurze. Wiem że pewnie będą go czytać może 2 osoby, ale nie mogę nie pisać. 
To tyle na dzisiaj. Postaram się dodać bohaterów. 
Paa